my way

coming out

I made it!

Long months, a lot of daily work and patience (mine and the loved ones). Days (and nights) of struggle with the technicalities of the most diverse source (I really hope I'm not such a newcommer anymore). I was determined to get out of the shadow and face professionalism. It's time, right?

I invite you to my new website and the blog - I believe that you will like it too!

Special and great thanks to those who supported me from the start and kept fingers crossed for me - for MY vision which I had for years …

 

As Sinatra once sang...

The record shows - I took the blows

And did it MY WAY!

***

Udało się! 

Długie miesiące, masa codziennej pracy, ogrom cierpliwości (mojej i bliskich). Dni walki z technicznościami maści najróżniejszej (naprawdę mam nadzieję, że już nie jestem takim nowicjuszem). Byłam zdecydowana na wyjście z cienia i stawienie czoła profesjonalizmowi. Już czas, prawda?

Zapraszam na moją nową stronę i blog - wierzę, że i Wam się spodoba!

Specjalne podziękowania dla tych, którzy wspierali mnie od samego początku i trzymali kciuki za mój rozwój - zgodnie z wizją jaką miałam od lat…

 

Jak niegdyś śpiewał Sinatra...

The record shows - I took the blows

And did it MY WAY!

 

AND MORE - IT IS A SPECIAL DAY FOR ME TODAY

I AM SO HAPPY !

to my beloved Children

tell me why I don't like Mondays

mondays' coffee joy

ARCHIVE: 25 September 2017

Sand in boots, in the hair, in the nose, everywhere. Morning sunshine is painful already - there are no clouds in this sky at all or what. Disturbing seagulls are flying around willing to eat every fallen crumbs. Their depressing cough does not allow you to focus on anything. One coffee, another. These coffees are weak. Maybe guests are specially served with weaker ones. Yes, for sure they are. And here we go! The families went out on the promenade and beach. Screams won’t end, and their endless crying continues, and their parents’ complaints to it. They came here to relax or to work. Interesting. For work, definitely. Nursing - this is what they have to deal with. They naively thought they can charge their inner batteries during holidays - probably there are dozens of people jealousy staring in the palms from their facebook. And here…well, they will not sit at all, will not read. Weak coffee will get cold, books will stay untouched and drinks will probably get spilled by children’ s ball. And this is just the beginning of the week ...

Smile - Monday will be over soon. Imagine you are on the beach ;)

***

Piasek w butach, we włosach, w nosie, wszędzie. Razi to światło boleśnie - nie ma chmur w tej mieścinie wcale. Mewiska latają wokoło chętne by zjeść każdy upadający okruszek. Ich dołująca chrypa nie pozwala skupić myśli. Kawa jedna, druga. Jakieś słabe są te kawy. Może przyjezdnym specjalnie rozcieńczone serwują. Napewno. I zaczęło się. Wyszły rodziny na deptak i plażę. Krzykom nie będzie końca, i płaczom, i stękaniom dorosłych. Przyjechali się tu zrelaksować czy do pracy. Do pracy. Opiekunki. Łudzą się, że naładują akumulatory- już pewnie z tuzin osób zazdrości palmy z facebooka, a tu proszę: nie posiedzisz, nie poczytasz. Oj nie. Kawa będzie zimna, książka nieprzeczytana, a drinki rozleje rzucona z impetem dziecięca piłka. A to dopiero początek tygodnia…

Uśmiechnij się - poniedziałek zaraz przeminie. Wyobraź sobie, że jesteś na plaży ;)

charm me please

boat trip anyone?

ARCHIVE: 22 september 2017

Warm and charming. The splash of water shines so much that the desire of unfulfilled relaxation hurts. Time to forget about the density of everyday life left thousands of kilometers behind. A rustle of palm leaves, a well known smell slipping away from the white cup preceded by desperately loud coffee machine vibrations, ice dance in a colorful liquid brings back the lost smile of visitors and locals. The rays of sun huddling around the corner, the rocked boats, the small worlds reflected in their windows, make you asleep when chasing your peace of mind ...

Have a nice weekend everyone!

***

Ciepło i uroczo. Tafla wody błyszcząc poraża pragnieniem niespełnionego relaksu. Czas zapomnieć o gęstości codzienności pozostawionej tysiące kilometrów za plecami. Szelest palmowych liści, wymykający się filiżance, soczysty zapach poprzedzony rozpaczliwie głośnym drganiem maszyny do kawy, taniec kostek lodu w kolorowej cieczy przywracającej zagubiony uśmiech otaczają przyjezdnych i mieszkańców. Promienie słońca majaczące zza rogu, kołysane spokojem łodzie, małe światy odbite w ich oknach usypiają w pogoni za spokojem ducha…

Udanego weekendu!